DĘBY ROGALIŃSKIE

Dęby rogalińskie. Pradawne misterium

Gdy wyłaniają się z porannych mgieł, można mieć wrażenie uczestniczenia w jakimś pradawnym misterium. Wiosną swymi potężnymi konarami odbijają się w starorzeczach jak w lustrze, latem otrząsają się z porannej rosy, jesienią z żalem żegnają swe kolorowe liście, gotując się do zimowego snu.

I tak od kilkuset lat. Majestatyczne, tajemnicze, nieodgadnione. Rogalińskie dęby rozrzucone na nadwarciańskich łąkach…

Są symbolem Wielkopolski. Tematem naukowych opracowań, ale i natchnieniem dla malarzy i poetów. Podziwiają je turyści i dendrolodzy. Tak duże bowiem skupisko starych, liczących nawet 600 lat dębów, jakie rosną na nadwarciańskich łęgach w rejonie Rogalina, to jedyne takie zbiorowisko w Europie.

Po raz pierwszy tymi drzewami zainteresowano się przed ponad wiekiem. Podjęto wtedy badania naukowe, a także działania mające chronić ten niezwykły zakątek wielkopolskiej ziemi. Już w 1904 roku dęby policzono.

Od tamtego czasu robiono to kilkakrotnie, ostatnio w latach 90. Było ich wówczas 1435 – kilkaset z nich to pominiki przyrody, choć ochroną objęte są wszystkie drzewa, także martwe.

Stan wielu dębów nie jest najlepszy. Część drzew zaatakował bardzo dla nich groźny chrząszcz – kozioróg dębosz, którego żarłoczne larwy wyrządzają wielkie szkody. Paradoks, z którego jak dotąd na próżno staraja się wybrnąć naukowcy, polega na tym, iż pod ochroną są zarówno dęby, jak i żerujący na nich owad.

Trzeba więc znaleźć inne metody, niż po prostu niszczenie go – próbowano chrząszcza nawet „łowić” i przenosić na inne tereny, ale niestety, bez powodzenia. Wcześniej czy później kozioróg i tak wraca.

Obwody wielu tych pomnikowych dębów sięgają nawet 10 metrów. Najsłynniejsze z nich są trzy: Lech, Czech i Rus (o obwodach 930, 810 i 670 cm), rosnące w przypałacowym parku. Imiona nadano im na pamiątkę pożegnania trzech braci, którzy – wedle legendy – wyruszyli stąd w trzy strony świata, by założyć trzy państwa: Polskę, Czechy i Ruś.

Warto jednak powędrować trochę dalej na południe, na skraj doliny Warty, by zachwycić się np. Edwardem (650 cm) i innymi żywymi olbrzymami.

Fragment książki „Najpiękniejsze miejsca w Polsce”. Wydawnictwo: Publicat. Autor tekstu: Anna Plenzler.